wtorek, 11 stycznia 2011

Dlaczego szanuję FCE zdane na A?

Swego czasu egzamin FCE, czyli First Certificate in English, był w Polsce "świętym Graalem" języka angielskiego. Jeśli ktoś taki egzamin zdał, miał zapewnione lepsze szanse na rynku pracy. Egzamin ten również uprawniał do nauczania języka angielskiego w szkołach państwowych. FCE było mitem, było legendą, było "czymś".

Po dwudziestu latach od zawalania się reżimu komunistycznego, gdy już mamy swobodny i nieograniczony dostęp do języka angielskiego, FCE spowszedniało, a nawet traktowane jest z lekką pogardą czy przymrużeniem oka. Cóż to takiego jest FCE, wzgardliwie wzruszają ramionami bywalcy forów językowych. Teraz trzeba mieć przynajmniej CAE, a jeszcze lepsze jest CPE! Właściwie to powinniśmy mówić jak native speaker. I to taki, co swobodnie porusza się w British English i American English równocześnie. Czy takie podejście do FCE jest uzasadnione?

Najpierw powinniśmy uświadomić sobie różnicę między laikiem, a fachowcem. Fachowcy, czyli w naszym przypadku angliści żyjący ze świadczenia usług jezykowych, ustawicznie dbają o swoją znajomość języka. Pieszczą go, wylizują, jarają się nowymi słówkami i zwrotami, bezustannie polują na nowinki. Taka jest cecha dobrego fachowca: obsesyjnie stara się rozwijać i poświęci każdą ilość wysiłku, by o swoje narzędzie pracy – i jednocześnie miłość życia – zadbać. Anglistyczny laik natomiast odróżnia się od fachowca tym, że chciałby po prostu angielskim posługiwać się w miarę swobodnie, nie inwestując jednocześnie nadmiernie dużo czasu i energii w opanowanie tego języka. Fascynatów i wariatów pomijamy w naszych rozważaniach, ponieważ są marginesem :)

Co tu ma do rzeczy egzamin FCE? Jeśli miałbym odpowiedzieć na pytanie, co przeciętnemu człowiekowi jest potrzebne, by móc swobodnie funkcjonować w języku angielskim, odpowiedziałbym: znajomość angielskiego na poziomie FCE (w skali Rady Europy jest to poziom B2).

Sam egzamin składa się z pięciu części. Cztery z nich przeprowadzane w formie pisemnej to Reading (rozumienie tekstu czytanego), Writing (pisanie), Listening (rozumienie tekstu słuchanego) oraz Use of English (gramatyka ze słownictwem). Piąta część jest przeprowadzana ustnie i nazywa się (o dziwo!)... Speaking (mówienie). Część pisemna egzaminu trwa łącznie 3h 45 min. Należy tu doliczyć przerwy między poszczególnymi częściami. Na rozmowę potrzeba ok. 14 minut i pamiętajmy, że nie zdajemy egzaminu sami, lecz w parze z innym kandydatem. Jeśli chodzi o ocenianie, każda część "wyceniana" jest na 20% oceny ostatecznej. By zdać egzamin, należy uzyskać wynik min. 60% (jak się to ma do naszych marnych maturalnych 30%?).

Czego musimy się do FCE nauczyć? Zakres materiału gramatycznego wymagany na tym egzaminie jest całkiem spory; obejmuje on spotykane powszechnie struktury (i nawet trochę rzadkich zjawisk), natomiast nie wymaga on od ucznia wykazania się znajomością egzotycznych konstrukcji w rodzaju "suffice it to say" czy miliona idiomów, które później człowiek zobaczy w życiu na oczy raz.

Zakres słownictwa, jakie pojawia się w testach FCE również uważam za wystarczająco szeroki, by umożliwiał przeciętnemu zjadaczowi chleba codzienne funkcjonowanie w angielskim. Aby ten egzamin zdać, trzeba naprawdę posiadać czynną znajomość kilku tysięcy wyrazów, a bierną – być może nawet kilkunastu tysięcy. Czy to mało? Odpowiedź brzmi: dla anglisty, który chce się nazywać fachowcem w swej dziedzinie, to zdecydowanie ZA mało, ale dla laika, który chce pobuszować w internecie czy poczytać książkę, taka ilość to w sam raz. Pamiętajmy też, że nie istnieje żadne oficjalna lista słownictwa do FCE, egzamin ma formułę otwartą bez ściśle zdefiniowanego materiału leksykalnego, co oczywiście powinno nas dopingować do poszerzania słownictwa.

Jeśli chodzi o tematykę tekstów, z którymi zetkniemy się w części Reading, jest ona naprawdę szeroka. Znajdziemy tu zarówno fragmenty literatury, jak i teksty popularnonaukowe. Dla każdego coś miłego. Podobnie jest w części Listening: wachlarz tematów jest szeroki. W części Writing natomiast musimy wykazać się umiejętnością posługiwania się takimi formami wypowiedzi jak list nieformalny, list formalny, esej, raport, recenzja i opowiadanie. W testach FCE wykorzystywane są dwa rodzaje zadań: otwarte, gdzie kandydat musi samodzielnie wymyśleć i wpisać odpowiedź; oraz zamknięte, gdzie kandydat wybiera lub dopasowuje odpowiedź spośród podanych. Zadań otwartych jest stosunkowo dużo i pojawiają się one w każdej części egzaminu.

Dlaczego w tytule tego wpisu znalazło się zastrzeżenie "zdane na A"? Otóż zdać ten egzamin z wynikiem powyżej 80% wcale nie jest tak łatwo. Wiele osób "pogrąża się" na nim poprzez własną niestaranność i niedoróbki: nie znają porządnie słówek, popełniają głupie błędy, nie skupiają się na lekturze i słuchaniu tekstów i zawsze stracą kilku punktów tu, kilka punktów tam... I nagle ocena końcowa to marne C... Przypominam, że sporą część FCE stanowią zadania otwarte, czyli takie, gdzie samodzielnie udzielamy odpowiedzi. To już nie jest  mechaniczne zakreślanie literek w testach wielokrotnego wyboru... Jeśli uzyskamy więc wynik rzędu 80% lub więcej, oznacza to, że poświęciliśmy naprawdę sporo czasu i wysiłku na systematyczne i solidne zapoznanie się z językiem angielskim, a uzyskany wynik nie jest przypadkowy.



P.S.
Nawiasem mówiąc, jeśli pytamy w szkole językowej o zdawalność egzaminów (która może być wysoka), zapytajmy też o średnie wyniki. Jeśli niewielki odsetek zdających uzyskuje wynik na poziomie A, nie świadczy to zbyt dobrze o prowadzących kursy.

Poniżej podaję swoją "żelazną listę" materiałów do FCE.

Podręcznik
Objective First Certificate (CUP) – modularna budowa, dużo "tips & tricks", dostępne Self-study Edition

Słownictwo
Oxford Wordpower Dictionary – niezły słownik, który podaje też polskie znaczenia
BJ Thomas Intermediate Vocabulary (Longman)– solidna powtórka słownictwa oraz słowotwórstwa

Gramatyka
Raymond Murphy English Grammar in Use (CUP) – prosta, obszerna i solidna gramatyka
Luke Prodromou Grammar and Vocabulary for First Certificate: With Key (Longman)– bardzo dobry, rozbudowany materiał do powtórek gramatycznych, zawiera też ćwiczenia na słownictwo
V. Evans FCE Use of English 1 & 2 – materiał zawarty w tych dwóch książkach NIE pokrywa się

Materiały dodatkowe
Polecam serię Longman Exam Skills First Certificate, a w szczególności książkę Judy Copage First Certificate. Writing. Jest to podręcznik zawierający przegląd wszystkich możliwych rodzajów wypracowań, sporo ćwiczeń i pożytecznych rad.
Oczywiście należy się też zaopatrzyć w tzw. "Past Papers", czyli zbiory testów regularnie publikowane przez CUP.

Dla "niewyżytych"
A.J. Thomson, A.V. Martinet A Practical English Grammar (OUP) – kupujemy książeczki Exercises 1 oraz Exercises 2 i mamy zagwarantowane sporo gramatycznej zabawy :)
Oxford Advanced Learner's Dictionary – o wiele obszerniejszy niż Wordpower, przyda się do dalszej nauki, kiedy pomyślimy o CAE albo CPE



Ogólne informacje na temat egzaminu FCE oraz innych egzaminów organizowanych przez Cambridge ESOL Examinations tutaj

FCE Handbook, czyli informator o egzaminie wraz z nagraniami można pobrać tutaj 

poniedziałek, 27 września 2010

Nie samym angielskim... (2)

Wreszcie sięgnąłem po zdjęcia wykonane w zeszłym roku z Anetą, które planowałem wykorzystać w fotomontażach cyfrowych. Strój Anety zaprojektowała i wykonała Amelie. Wymiary oryginału 4000x6000 pikseli.



(grafika YEA, 2010)

* * *

Asia kolejny raz pozowała w swoim ślicznym, miętowym płaszczyku.


Asia (fot. YEA, 2010)

* * *

Sesja w pszczyńskim parku z Aliną. Mżawka mało nas nie pokonała, ale byliśmy dzielni. Nie powstrzymałem się przed wykonaniem kilku kolorowych zdjęć cyfrzakiem, lecz ważniejsze było – jak to ładnie ujęła sama modelka – "rozdziewiczanie Revueflexa".


Alina (fot. YEA, 2010 – Minolta jeszcze dycha)

Zakupionego przed rokiem antycznego, analogowego Revueflexa AC1 nigdy wcześniej nie używałem. Przeleżał się rok na półce, lecz okazał się bardzo wygodny w obsłudze, a światłomierz zadziałał w nim – o dziwo! – prawidłowo. Poniższe zdjęcia wykonane są na moim ukochanym Ilfordzie XP2 Super (film co prawda BW, ale do wywoływania maszynowego, co oszczędza mi kłopotu). Skan negatywu w labie Kodaka. Efekty bardzo się Alinie i YEA podobają :)



Alina (fot. YEA, 2010 – ob. Revuenon 55mm)




Alina (fot. YEA, 2010 – ob. Beroflex 135mm)

(Kopiowanie, przetwarzanie i jakiekolwiek wykorzystywanie zdjęć i grafik bez uprzedniego zezwolenia autora jest zabronione)

środa, 8 września 2010

Zmiany w maturze i egzaminie gimnazjalnym

Change ain't good, Léon. You know?

Równo rok temu przystępowałem do pracy z pewnym świeżo upieczonym licealistą. Ponieważ naszym celem jest zdanie matury z języka angielskiego z jak najwyższym wynikiem, podążyłem śladami Mistrza Shifu i zdecydowałem, że należy ustalić, jaki to poziom reprezentuje tenże licealista. Mówiąc prostym językiem, Młody dostał egzamin maturalny w wersji podstawowej i godzinkę czasu. Omawiając później wyniki, zaznaczyłem, że to pierwszy i ostatni raz, kiedy maturę w wersji podstawowej widzi, ponieważ zdawać będzie maturę rozszerzoną. Tydzień później odszczekiwałem swoje słowa, ponieważ zaprzyjaźniona nauczycielka licealna, anglistka–egzaminatorka, wyprowadziła mnie z błędu tymi słowami: "W tym roku była zmiana i osoby przystępujące do matury rozszerzonej musiały również zdawać egzamin na poziomie podstawowym". Ręce mi opadły...

Minął rok i sytuacja się powtarza, a ręce znowu opadają... Centralna Komisja Egzaminacyjna (CKE) z końcem sierpnia wprowadziła zmiany w egzaminie maturalnym i gimnazjalnym, i dotyczą one oczywiście języków obcych nowożytnych. Bardzo ważną informacją jest to, że zmiany dotyczą obecnych uczniów klas drugich szkół gimnazjalnych i średnich. Przyjrzyjmy się więc pokrótce tym innowacjom.

Na egzaminie maturalnym nie ma już części ustnej na poziomie podstawowym i na poziomie rozszerzonym. Jest tylko jeden egzamin ustny bez określonego poziomu, a zdawać go będą wszyscy uczniowie, niezależnie od poziomu zadeklarowanego na egzaminie pisemnym. Czas trwania egzaminu ustnego w nowej formie to 15 minut. Składa się on z: (a) rozmowy wstępnej, (b) rozmowy z odgrywaniem roli, (c) opisu ilustracji i odpowiedzi na trzy pytania, oraz (d) wypowiedzi na podstawie materiału stymulującego i odpowiedzi na dwa pytania. Jak widać, obecna formuła egzaminu jest kompilacją poprzednich egzaminów. Co ciekawe, odebrano uczniowi jakikolwiek czas na przygotowanie oraz wyrzucono z egzaminu dłuższą samodzielną wypowiedź ustną, czyli tzw. prezentację tematu oraz dyskusję z egzaminującym na temat prezentowanych zagadnień.

Zmiany wprowadzone na egzaminie ustnym pokazują przede wszystkim, że przyjęcie podziału na poziom podstawowy i rozszerzony nie jest "święty". Egzamin maturalny w dotychczasowej postaci nawiązywał do formuły egzaminów typu PET czy FCE, gdzie zdający musiał wstępnie oszacować swój zasób wiedzy i – bazując na swej intuicji czy wynikach rozwiązywanych w domu testów z lat poprzednich – dobrać odpowiedni dla siebie egzamin. CKE uczyniła wyłom w tej formule, gdyż zarówno słabi jak i dobrze przygotowani uczniowie będą zdawać jeden egzamin. Przypomina to raczej rozwiązania z egzaminu IELTS, gdzie wszyscy zdający otrzymują identyczny zestaw testowy, niezależnie od poziomu językowego. Czy jest to kierunek, w jakim CKE popchnie również maturę pisemną? Łatwo sobie wyobrazić scalenie arkuszy maturalnych w jeden lub dwa bez określonego poziomu.

Można – i należy – zadać pytanie, jakie są przyczyny takiego majstrowania przy egzaminie maturalnym. Stawiam tezę, że chodzi wyłącznie o pieniądze. Liczba osób zdających egzamin ustny rozszerzony zwiększała się, a należy pamiętać, że w poprzedniej postaci trwał on 30 minut (!). Tak więc osoba zdająca egzamin ustny podstawowy i rozszerzony "kosztowała" niejako 45 minut czasu komisji, a komisja nie pracuje za darmo. W 2012 roku, po wdrożeniu nowej formuły egzaminacyjnej, jeden zdający będzie zawsze oznaczał dla komisji 15 minut czasu pracy. Jest to faktycznie spora oszczędność i dlatego pokuszę się tu o stwierdzenie, że podobna zmiany zostaną również wprowadzone na egzaminie pisemnym.

Zmiany w egzaminie gimnazjalnym poszły... w odwrotną stronę. Egzamin do tej pory posiadał tylko jeden poziom i składał się z trzech części: odbióru tekstu słuchanego, odbióru tekstu czytanego i reagowania językowego. CKE dokonała tu ogromnej rewolucji, gdyż dla języków obcych nowożytnych wprowadzone zostało rozbicie na poziom podstawowy i rozszerzony. Przystąpienie do egzaminu na poziomie podstawowym jest obowiązkowe dla wszystkich uczniów, natomiast na poziomie rozszerzonym mają obowiązek (!) zdawać ten egzamin uczniowie, którzy w gimnazjum kontynuowali naukę języka obcego rozpoczętą w szkole podstawowej. O ile dla obydwu poziomów formuła zadań z rozumienia ze słuchu oraz rozumienia tekstów pisanych jest podobna (obowiązują wyłącznie zadania zamknięte), to znajomość środków językowych na poziomie rozszerzonym jest sprawdzana przy pomocy zadań otwartych. CKE wprowadziło też na poziomie rozszerzonym absolutne nowum – wypowiedź pisemną, czyli krótki tekst użytkowy liczący 50-100 słów

Istotne jest tutaj to, że rozróżnienie między poziomem podstawowym a rozszerzonym jest, delikatnie mówiąc, płynne. W opisie różnic między tymi poziomami CKE (str. 106 Informatora gimnazjalnego) używa następujących sformułowań "typy tekstów są bardziej urozmaicone", "teksty są nieznacznie dłuższe i o nieznacznie większym stopniu złożoności" czy "teksty sprawdzające rozumienie ze słuchu są czytane nieznacznie szybciej". Konia z rzędem temu, kto wyjaśni precyzyjnie i obiektywnie, co oznaczają słowa "bardziej" i "nieznacznie". Co oznacza "nieznacznie szybciej" – przyśpieszenie w stosunku do nagrań z poziomu podstawowego o 5%? 10%? 20%? Nie bądźmy jednak takimi sformułowaniami zadziwieni –przecież to ta sama instytucja, która przez kilka lat nie była w stanie ustalić, co liczy się jako słowo w wypracowaniu i ustawicznie zmieniała kryteria.

Jakie są konsekwencje wprowadzanych zmian? Częsciowo zdezaktualizują się książki i materiały przygotowujące do egzaminu, więc wydawcy na pewno odświeżą swoją ofertę. Pytanie, czy zdążą na czas. Częściowo zostaną zdezorientowani uczniowie i egzaminatorzy. Ci pierwsi nie będą mieli do dyspozycji wiarygodnych materiałów z lat poprzednich, które ułatwiłyby im przygotowanie do egzaminów. Tych ostatnich czekają nowe szkolenia, nowa wiedza do przyswojenia i nowy zestaw problemów i kłopotów, ponieważ nie wierzę, aby ustna matura była dopracowana choćby na 90%. Nowe zawsze niesie ze sobą zestaw niejasności i wątpliwości, więc w 2012 roku możemy oczekiwać pewnego – excusez le mot – burdelu (no, może tylko burdeliku).

Zajdą natomiast dwie pozytywne zmiany. Po pierwsze, wspólna dla wszystkich formuła egzaminu maturalnego w części ustnej ułatwi z pewnością przygotowanie uczniów, gdyż nauczyciele będą ćwiczyli ten sam typ zadań z wszystkimi uczniami. Dojść może do tego, że w klasach mieszanych, czyli takich, gdzie będą uczniowie przygotowujący się zarówno do poziomu podstawowego jak i rozszerzonego, podniesie się poziom słabszych uczniów, gdyż będą oni niejako z marszu brali udział w lekcjach, na których będzie wprowadzane czy powtarzane bardziej zaawansowane słownictwo. Uczniowie lepsi i słabsi znowu będą podążać jednym tokiem kształcenia. Po drugie, bardzo mnie cieszy wprowadzenie komponentu "pisanie" na egzaminie gimnazjalnym. Wypracowanie pojawia się co prawda w formie szczątkowej, lecz zadania otwarte, wymagające pewnej kreatywności przynoszą zawsze o wiele więcej korzyści uczniom, niż zadania zamknięte. Zwłaszcza, że zadziała tu zasada przygotowywania uczniów pod testy, więc nauczyciele, którzy dotychczas olewali pisanie (bo tego na teście, psze pana, nie ma), będą zmuszeni do zrewidowania swojego podejścia i uwzględnienia tego zagadnienia na lekcjach angielskiego.

A dlaczego ręce opadają YEA? Kształcenie odbywa się obecnie w cyklach trzyletnich (klasy I-III, klasy IV-VI, gimnazjum i liceum). Czy takie zmiany należy wprowadzać w trakcie cyklu? Jeśli chodzi o uczniów gimnazjum, o wiele uczciwsze jest poinformowanie ich PRZED rozpoczęciem kształcenia, że wprowadzenie nowej podstawy programowej pociągnie za sobą zmiany w zakresie i formie egzaminu. Oczywiście trzeba ich też poinformować dokładnie, jakie to zmiany będą. Podobnie rzecz ma się z licealistami – dlaczego CKE dokonuje nagłej, nieuzasadnionej niczym wolty w środku cyklu kształcenia? Pamiętajmy, że liceum jeszcze nie dotknęła klęska nowej podstawy programowej... Owszem, formuła egzaminów nie jest dana od Boga i YEA pochwala wprowadzanie zmian. Jednak ze względu na to, że zmiany dotykają bezpośrednio setki tysięcy ludzi powinny być wprowadzane z odpowiednim wyprzedzeniem. Elementarna uczciwość głosi – "nie zmienia się reguł w trakcie gry". To, co w sierpniu bieżącego roku ogłosiło CKE, jest może i zasadne merytorycznie, ale stanowi pogwałcenie elementarnej uczciwości gdyż zmiany wprowadzone do egzaminów gimnazjalnego i maturalnego nie są li tylko kosmetyką. Shame on you, CKE people...


Informatory obowiązujące w bieżącym roku szkolnym:
gimnazjum – tutaj
matura – tutaj
aneks do informatura maturalnego – tutaj

Informatory obowiązujące od roku szkolnego 2011/2012:
gimnazjum – tutaj
matura – tutaj