wtorek, 10 marca 2015

O podręcznikach wieloletnich



1. Wprowadzenie
W tym roku kalendarzowym będzie miało miejsce wdrożenie właściwego etapu operacji „podręcznik wieloletni”. Uczniowie klasy IV szkoły podstawowej, klasy I gimnazjum oraz klasy I szkoły ponadgimnazjalnej po raz pierwszy zetkną się z książkami które zgodnie ze zmianą wprowadzoną w ustawie o systemie oświaty będą wykorzystywane przez trzy lata. Uczniowie szkoły podstawowej oraz gimnazjum otrzymają podręczniki „darmowe”.

2. O co chodzi?
Od wielu lat rodzice narzekali, że podręczniki szkolne kosztuja majątek. O ile wydatek rzędu 300-400 złotych w szkole podstawowej jest jeszcze do przełknięcia, rodzice gimnazjalistów muszą liczyć się z wydatkiem kilkuset złotych. Sprawa przestaje być zabawna, jeśli mamy dwójkę czy trójkę dzieci, gdyż jednorazowo trzeba wyłożyć ponad tysiąc złotych. W swojej dobrotliwości rząd postanowił ulżyć ciężkiej doli obywateli – a przy okazji zapunktować sobie u nich w roku wyborczym – i znowelizował ustawę o systemie oświaty, skupiając się głównie na podręcznikach. Uczeń ma otrzymać darmowy zestaw podręczników, a ustawodawca przewidział nawet coroczną kwotę na zakup materiałów ćwiczeniowych.
Wyjaśnijmy od razu – te podręczniki NIE są darmowe. Przygotowanie książki, jej druk i dystrybucja kosztują (i to niemało), więc ktoś musi wydawcom za to zapłacić. W budżecie zostały zarezerwowane na to środki – w 2015 roku jest to kwota 290 mln złotych, która urośnie do 529 mln złotych w roku 2021. Ponieważ rząd nie posiada własnych pieniędzy, na wieloletnie podręczniki zrzucimy się wszyscy w postaci podatków.

3. Jak wygląda podręcznik wieloletni?
Nowelizacja ustawy o systemie oświaty wprowadziła dość ważna zmianę. Do tej pory podręcznik szkolny musiał posiadać tzw. numer dopuszczenia (musiał zostać sprawdzony i zatwierdzony do użytku szkolnego przez zespół ekspertów ministerialnych). Numer dopuszczenia obejmował wszystkie komponenty podręcznika, w tym zeszyty ćwiczeń. Również repetytoria, które tak chętnie wykorzystywano w gimnazjach i liceach, musiały posiadać numery dopuszczenia. Po nowelizacji ustawy jedynie sam podręcznik wieloletni będzie musiał posiadać taki numer, a w wszystkie inne materiały będą zwolnione z tego wymogu. Ministerstwo, które wcześniej przydzieliło sobie prawo kontrolowania wszelkich treści podręcznikowych, o dziwo teraz z tego prawa zrezygnowało.
Podręcznik wieloletni z założenia ma służyć trzem kolejnym rocznikom uczniów. W przypadku podręczników do nauki języka angielskiego – bo przecież takie interesują nas na tym blogu najbardziej – oznacza to w praktyce jedną bardzo ważną rzecz: zakaz pisania w książce. Uczniowi nie będzie wolno wypełniać zadań ani dopisywać sobie znaczeń słówek, czy notować na marginesie objaśnień nauczyciela. Książka ma być przekazana kolejnemu rocznikowi w stanie dziewiczym, a za wszelkie uszkodzenia rodzice będą ponosili sankcje.
I podręczniki faktycznie zmieniają swoją postać. Ze stron wydawnictw językowych można już pobrać przykładowe jednostki podręczników wieloletnich. Zmianie uległy wszystkie ćwiczenia polegające na zaznaczaniu właściwych wyrazów czy wpisywaniu brakujących elementów. Uczeń ma udzielić odpowiedzi w zeszycie.

4. Czy zmieni się sposób pracy z uczniem?
Zakładając, że nauczyciel zdecyduje się na pracę z podręcznikiem wieloletnim (nie jest to takie oczywiste, gdyż zmieniona ustawa dopuszcza również inne metody pracy), możemy zakładać, że w szkołach zostaną wprowadzone zeszyty przedmiotowe. Uczeń będzie musiał prowadzić przez cały rok zeszyt, w którym znajdą się notatki i odpowiedzi do ćwiczeń z podręcznika wieloletniego. O ile jestem sobie w stanie wyobrazić prowadzenie zeszytów w szkole podstawowej, mam spore wątpliwości, czy uda się wyegzekwować to u gimnazjalistów. Bierny opór uczniowskiej materii potrafi być ogromny, a zeszyt zawsze może „siem zgubić” czy zniknąć w magiczny sposób.
Przyjmijmy jednak wariant optymistyczny – nauczyciel wprowadza zeszyt do języka angielskiego i udaje mu się to przeprowadzić. I co teraz? Kazać uczniom notować same odpowiedzi? Zeszyt zacznie przypominać klucz do podręcznika. Cóż uczniowi dadzą same słówka, czy fragmenty zdań, albo odpowiedzi bez pytań? Nauczyciel może więc kazać uczniom przepisywać całe zdania, czy wręcz całe ćwiczenia. Będzie to miało dwojakie skutki: po pierwsze, część uczniów będzie protestować czynnie i biernie, gdyż w obecnych czasach napisanie kilkunastu zdań przerasta możliwości przeciętnego ucznia; po drugie, nawet jeśli nauczycielowi uda się zagonić uczniów do przepisywania ćwiczeń, oznaczać to będzie spowolnienie tempa pracy w czasie lekcji. No i w ten sposób zafundowaliśmy sobie konflikt interesów. Na czym on polega?
Obecnie nauczyciele często realizują podręcznik przez półtora roku. Powszechne są praktyki przerabiania dwóch części podręcznika przez dwa lata, lub praca z podręcznikiem przez kilkanaście miesięcy, a następnie przerzucenie się na repetytorium gimnazjalne. Po wprowadzeniu podręcznika wieloletniego zniknie taka możliwość pracy, gdyż urzędnicy założyli, że wszystkie dzieci są identyczne i podręcznik ma być przerobiony w rok. Wszystko jest zgodne z ich logiką, gdyż podręcznik ma być przekazany uczniom z kolejnego rocznika. Nauczyciele stracą więc możliwość elastycznej pracy z książką, natomiast samo tempo prowadzenia lekcji może ulec spowolnieniu. Czyli klasyczny pat: książkę, którą dotychczas przerabiałem w półtora roku mam obecnie przerobić w rok pracując wolniej.
Pewnie niektórzy czytelnicy już wyczuwają instynktownie rozwiązanie tego problemu – uczeń zostanie poproszony o przepisanie ćwiczeń w domu. Na lekcji zadania zostaną rozwiązane ustnie, być może nauczyciel podyktuje krótką notatkę, jednak w imię oszczędności czasu zeszyt trzeba będzie prowadzić w domu.

5. Podręcznik wieloletni a rodzice
Nowelizacja ustawy o systemie oświaty wprowadziła tzw. dotację celową przyznawaną na wyposażenie szkół w podręczniki lub materiały edukacyjne. Przykładowo, w klasach IV-VI jest to kwota 140 złotych na podręczniki na ucznia oraz 25 złotych rocznie na materiały ćwiczeniowe (rocznie na jednego ucznia). Szkoła, kupując podręczniki, nie może przekroczyć tej kwoty. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że w ustawie znalazło się kilka prawdziwie szatańskich zapisów.
W przypadku uszkodzenia, zniszczenia lub niezwrócenia podręcznika lub materiału edukacyjnego, szkoła może żądać od rodziców ucznia zwrotu kosztu tegoż. I teraz ciśnie się na usta pytanie: co to jest „uszkodzenie podręcznika”? Narysowanie jednej kreski? Odruchowe wypełnienie ćwiczenia? Uszkodzenie okładki? Książki mają to do siebie, że noszone do szkoły zużywają się. Dowcipni koledzy mogą książkę porysować lub podrzeć. I co wtedy? Obawiam się, że szkoły mogą–  i będą – żądać zwrotu kosztów. Za „darmowy” podręcznik trzeba będzie płacić po raz drugi, tym razem z własnej kieszeni.
Niektórzy rodzice wykażą się zapobiegliwością: skoro uszkodzenie podręcznika wieloletniego będzie skutkować zwrotem kosztów, może lepiej zabezpieczyć się i kupić dziecku drugi egzemplarz książki, w której będzie mogło sobie pisać. Podręcznik wydany przez szkołę odkładamy wtedy na półkę i na koniec roku szkolnego oddajemy go w stanie praktycznie dziewiczym. I tu mamy zarzewie kolejnego konfliktu, gdyż nauczyciel może sobie nie życzyć pisania po książkach, natomiast argument „Ale to mój prywatny egzemplarz” spotka się z kontrą „I tak masz przepisać ćwiczenie do zeszytu”. Widać, że wiele będzie zależało od polityki danej szkoły, czy wręcz danego nauczyciela.

6. A kto za to płaci?
Kolejnym szatańskim zapisem, jaki znalazł miejsce w nowelizacji ustawy o systemie oświaty, jest zmiana wprowadzona w art. 22 ac.1. Cytuję w pełnym brzmieniu (podkreślenie moje):

Uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów mają prawo do bezpłatnego dostępu do podręczników, materiałów edukacyjnych lub materiałów ćwiczeniowych, przeznaczonych do obowiązkowych zajęć edukacyjnych z zakresu kształcenia ogólnego, określonych w ramowych planach nauczania ustalonych dla tych szkół.

Zapis ten, to nic innego jak szach-mat zarówno dla szkoły, jak i rodziców. Z jednej strony uczniowie „mają prawo do bezpłatnego dostępu”, lecz przecież nie oznacza to obowiązku (!) zapewnienia dowolnych podręczników oraz materiałów edukacyjnych i ćwiczeniowych przez szkołę. Z punktu widzenia nauczyciela, to ogromny kłopot, ponieważ nie wolno mu ani prosić rodziców o zakup materiałów, ani nawet go sugerować. A skąd szkoła ma wziąć środki finansowe przekraczające kwotę dotacji? Do tej pory mieliśmy system, który zgrzytał i świstał, lecz pozwalał na zakup ćwiczeń lub przeprowadzenie zrzutki na papier do ksero.

7. Kto będzie wybierał podręcznik wieloletni?
Ustawa stanowi, że zespół nauczycieli prowadzących nauczanie na danym szczeblu edukacyjnym ma wskazać „jeden podręcznik do zajęć z zakresu danego języka obcego nowożytnego”. Mniejsza z tym, że szlag trafia dotychczasową autonomię nauczyciela w kwestii wyboru książki, z której ma nauczać. Sprawy będą się miały jeszcze gorzej. To nie angliści będą wybierać podręcznik do angielskiego.
Kwota, jaką dyrektor szkoły może przeznaczyć na jednego ucznia to 140 złotych w klasach IV-VI oraz 250 złotych w gimnazjum. Z tej kwoty 1% ma stanowić koszt obsługi, więc tak naprawdę będzie to 138,60 zł oraz 247,50 zł. Biorąc pod uwagę różnorodność podręczników publikowanych przez multum wydawnictw, konia z rzędem temu, komu uda się ulepić szkolny zestaw podręczników zadowalający wszystkich nauczycieli (szczególnie w dużych szkołach). Ponieważ wydawnictwa lubią podsuwać gotowe rozwiązania, stanie to, co miało miejsce w zeszłym roku: wydawcy zaoferują pakiety dla klas IV-VI w cenie 138,60, a dla gimnazjów – za 247,50 zł. Dyrektorowi szkoły będzie o wiele prościej „przyklepać” jeden kompletny pakiet dla szkoły niż przebijać się przez różnorodne oferty, próbując zadowolić polonistów, matematyków, anglistów i nauczycieli pozostałych przedmiotów. A co lepsze, ustawa jest w tym względzie wyjątkowo jednoznaczna. Tak, zespoły nauczycieli zgłaszają propozycje podręczników. Tak, rada rodziców musi udzielić swojej opinii. Lecz to dyrektor zatwierdza „zestaw podręczników lub materiałów edukacyjnych obowiązujący we wszystkich oddziałach danej klasy przez co najmniej trzy lata szkolne”. Mało tego, to dyrektor  posiada głos decydujący.
Ciekawi mnie też kwestia wyboru podręcznika wieloletniego w szkołach prowadzących nauczanie na różnych poziomach. Niektóre szkoły dzielą uczniów na grupy ze względu na poziom zaawansowania, lecz kto jest w stanie przewidzieć trzy lata naprzód, jacy uczniowie trafią do naszego gimnazjum?

8. Czym to się skończy?
Najbliższy rok szkolny 2015/2016 będzie czasem wielkiego chaosu. Szkoły będą po raz pierwszy przechodziły przez procedurę szkolnego zestawu podręczników, więc okaże się, czy dyrekcje idą na łatwiznę i sięgają po pakiety, nie licząc się przy tym ze zdaniem nauczycieli, czy może będzie jednak miejsce na pewne manewry i dobranie odpowiedniego podręcznika do języka angielskiego.
Od września nauczyciele będą wypracowywać nowe metody pracy. Wielu anglistów ma już świadomość, że trzeba będzie zmienić podejście i obecnie zastanawia się, co robić: wybrać inny podręcznik? pracować tylko na materiałach edukacyjnych i ćwiczeniowych? a może pracować bez podręcznika? Ustawa dopuszcza te możliwości, gdyż jedynym obowiązkiem jest zrealizowanie podstawy programowej. W szkolnictwie wypracowanie nowych metod pracy trwa kilka lat, gdyż jest to proces polegający na bezustannym dopasowywaniu się do ucznia i dostrajaniu do warunków narzuconych przez przepisy. Wielu nauczycieli odkryje, że tempo pracy z klasą spada, więc będzie eksperymentować z nowymi metodami. Czy będzie to oznaczało „przekopywanie” na dom mechanicznych czynności jak osławione „write in your notebook”?

10 komentarzy:

  1. Świetny artykuł. Tego mi było trzeba :) Dziękuję :) W zupełności się zgadzam.

    OdpowiedzUsuń
  2. ten "bezpłatny" podręcznik to jakaś porażka... dziś dowiedzieliśmy się, że nie możemy zasugerować rodzicom dokupienie za 9.99 (koszt 2 kanapek w popularnej restauracji z żółtym M) dodatkowego zeszytu ucznia, w którym zadania do rozwiązania (mowa tu o języku angielskim, więc wyobraźcie sobie odpowiedź na pytania bez możliwości ich zapisania bezpośrednio pod pytaniem, tylko 1) przepisz pytanie do zeszytu, 2) w zeszycie napisz odpowiedź) byłyby wydrukowane, aby uczeń mógł je rozwiązać. Na ćwiczeniówki jest CAŁE AŻ 25 zł, co przy cenie 9,99 za jeden zeszyt daje 2 ćwiczeniówki. Kto wygra w szkole? Poloniści i matematycy prawdopodobnie. Reszta będzie może kserować, ale 1) biegaj co lekcję i kseruj X kopii dla wszystkich, 2) pilnuj, żeby uczniowie nie zgubili wklejek - inaczej notatka przepadła, 3) co z prawami autorskimi i kserowaniem książki (ja wiem, że nie dla siebie, tylko dla dobra dzieci i nic z tego nie zarobisz, ale....) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Pytanie naiwne, ale odważę się je zadać... Jakieś 3 lata temu zdałam FCE na B. Teraz, 2 miesiące przed egzaminem na studia magisterskie, "obudziłam się". Chciałabym zdawać na lingwistykę, gdzie wymagany jest jakikolwiek papierek poświadczający znajomość angielskiego na poziomie C1. O CAE nawet nie myślę, ale jest możliwość zdać płatny egzamin organizowany przez uczelnię. Nauczyć się pod ten egzamin... w ciagu miesiąca? Czy to takie nierealne, biorąc pod uwagę, że ja muszę ten egzamin zdać, więc przypuszczam, że ocena dostateczna wystarczy... W sumie o to chcę zapytać: jeśli znam angielski na poziomie B2, to czy nie jest tak, że egzamin z C1 zdam, tyle że na niską ocenę? Czy może warto pozbyć się tych iluzji?;) Przeczytałam Pana artykuł o CAE, gdzie pisze Pan o 20 godzinach nauki tygodniowo przez pół roku... ale egzamin uczelniany to może nie tak ciężki kaliber, co CAE:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze, przeskok między FCE a CAE jest ogromny. Teksty są o wiele bardziej zamotane, o wiele większy jest też zakres struktur gramatycznych, jakie należy znać.
      Ocena B z egzaminu FCE pokazuje, że ma Pani trochę dziur i luk, a sam egzamin był zdawany trzy lata temu. Jeśli pielęgnowała Pani język, to dobrze. Ale jeśli korzystała Pani z angielskiego od przypadku do przypadku, nie chodziła Pani na kurs albo lekcje, to ja słabo widzę przygotowanie w miesiąc. Choć jak się człowiek zawścieknie, to sporo może ;)

      Niestety z językiem jest tak, że najpierw musimy się zetknąć ze strukturami i słownictwem, a potem musimy je wielokrotnie "przepuścić" przez nasz aparat kognitywny. Aby zyskać biegłość, trzeba czytać, pisać, słuchać i mówić. Dopiero po pewnym czasie wszystko zaczyna się składać w jedną całość.

      Egzamin uczelniany. Cóż, uczelnia pewnie będzie chciała mieć studentów, więc poziom może nie dorównywać CAE. A z drugiej strony – jak się trafi narwany lektor, to ułoży taki test, że huhuhu :D

      Usuń
  4. Jak tu nie wierzyć w teorie spiskowe. Ktoś celowo niszczy edukację i wprowadza coraz większy chaos i zamęt.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzień dobry! Tak, piękne cudo nam zmontowano. Uczę w liceum; mamy grupy międzyoddziałowe, w których na językach obcych spotykają się uczniowie różnych klas, dopasowani mniej więcej poziomem swojej wiedzy. Że uczeń uczniowi nierówny, mówić nie muszę; ergo nawet na tzw. jednym poziomie zdolności i możliwości uczniów są różne, co za tym idzie, dotąd udawało się nam dopasować podręczniki do poszczególnych grup (jak wiadomo, nie każdy podręcznik z oznaczeniem B2 to prawdziwe B2). I tak się zastanawiam - jak to będzie 'zdecydować się na jeden podręcznik' dla wszystkich, i czy można - wszak albowiem rozważamy i taką opcję - korzystać z podręcznika, który nie został ujęty w wykazie MEN? Mogę liczyć na jakąś podpowiedź? :) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      Mnie też zastanawia, jak będzie rozwiązana kwestia różnych poziomów w obrębie jednego rocznika.
      Jeśli książka ma w nazwie "podręcznik" to sprawa nie wygląda dobrze – taka publikacja musi mieć dopuszczenie MEN, aby można z niej korzystać w szkole.
      Nowelizacja ustawy dopuszcza wykorzystywanie materiałów ćwiczeniowych i materiałów edukacyjnych (czyli nie podręczników): Art. 22aa. Nauczyciel może zdecydować o realizacji programu nauczania:
      1) z zastosowaniem podręcznika, materiału edukacyjnego lub materiału ćwiczeniowego lub 2) bez zastosowania podręcznika lub materiałów, o których mowa w pkt 1.
      Nie jestem tylko pewien, czy materiały edukacyjne też nie muszą spełniać wymogu wieloletności. Może warto pogadać z jakimś rozgarniętym reprezentantem wydawnictwa?

      Usuń
  6. Podejmiemy próby :-) Dyrektor naszego liceum na razie nie widzi problemu i - póki co - wyraził zgodę na korzystanie z dowolnego podręcznika, uzasadniając, że naszym zadaniem jest zrealizowanie podstawy programowej... Dziękuję za (p)odpowiedź. :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawy blog! I ciekawy artykuł. Ja również się zastanawiam, jak ten kolejny eksperyment MEN zda egzamin. Wg mnie podręczniki musiałyby zupełnei inaczej wyglądać, a na to potrzeba czasu którego MEN wydawcom nie daje i to od wielu lat (serwując reformy od .. kolejnego roku szkolnego). Widziałabym to tak, że w podręczniku są teksty, listy słowek, wyjaśnienia gramatyczne, a więc nic do wpisywania, podkreślania itp. A do podręcznika dołożony zeszyt z ćwiczeniami do wypełniania. A jesli i on ma być wieloletni - w postaci ćwiczeń do wypełniania online z kluczem dostępu na rok... Nic mądrzejszego nei przychodzi mi do głowy, poza tym, że może my nauczyciele powinniśmy mieć jakąs silną grupę, która czasami zastopowałaby urzędników MEN w ich reformach, albo przynajmniej miała jakiś głos doradczy....

    OdpowiedzUsuń
  8. Zanim podręcznik wdrożono w życie, widziałem oczami wyobraźni wiele spośród opisanych tu problemów. Wszystko to się ziściło ze zdwojonym bagażem problemów. Drugi rok brnę przez ten bałagan i odbiera mi to coraz bardziej siły do pracy. Czy da się to jakoś storpedować? Już lepsze byłyby książki z papierem nadającym się do wielokrotnego wycierania. Wiele dobrych tytułów nie jest kontynuowanych przez wydawnictwa, bo Nowa Era zawłaszczyła większość rynku dzięki ustawie przywilejującej jej działanie. Z punktu widzenia nauczyciela dbającego o jakość nauczania ten bałagan jest odbierany jako prawdziwy dramat.

    OdpowiedzUsuń