piątek, 7 lutego 2014

Dlaczego najlepiej uczyć się angielskiego indywidualnie?




TL;DR  Jeśli nie chcesz czytać całości, na końcu tekstu kilka praktycznych rad.

Od ponad dwudziestu lat uczę języka angielskiego, a wszystko zaczęło się od dawania korepetycji już w liceum. Miałem do czynienia z wieloma formami nauczania, lecz zajęcia indywidualne uważam za najlepszą formę nauki dla osób, które chcą nauczyć się angielskiego szybko.

Podstawową zaletą takich zajęć jest to, że nauczyciel pozostaje do naszej wyłącznej dyspozycji, a to zapewnia niesamowitą elastyczność. Nauczyciel nie uczy „klasy” czy „grupy”, lecz konkretnego człowieka, dlatego też może dostosować się do jego tempa oraz stylu pracy. Każdy uczeń jest inny: jedna osoba potrafi skupiać się przez całą godzinę, inna musi mieć przerwy co 10-15 minut. Trafiłem też na osoby, które panicznie bały się mówić i potrzebny był im długi okres adaptacji i oswojenia się zarówno z osobą uczącego, jak i z brzmieniem samego języka. Oczywiście trafiają się też osoby, które chcą mówić jak najwięcej i najlepiej od razu. Jak pogodzić tak sprzeczne wymagania ucząc grupę?

Kiedy uczymy dzieci lub młodzież, sprawa jest prosta – taki uczeń nadal chodzi do szkoły, więc odruchowo stara się współpracować z nauczycielem. W sytuacji „1-2-1” (tak określa się nauczanie indywidualne) to dorośli sprawiają pod tym względem więcej kłopotu. Lekcje z dorosłymi zaczynają się przeważnie od zapewnień w rodzaju: „ale ja się nie umiem uczyć języków”, „ja chcę tylko trochę”, „proszę mnie nie zawalać materiałem” oraz nieśmiertelnego „pan wie jak uczyć, proszę mnie uczyć”. Sytuacja jest jak widać skomplikowana.

Dorośli są bardzo świadomi siebie i swoich błędów (faktycznych i urojonych), dlatego trzeba do nich podchodzić z dużą cierpliwością. Na początku współpracy musimy skupić się na czymś, co ja określam mianem „trzymania za rękę”: powtarzamy, tłumaczymy, poprawiamy, dopingujemy. I broń boże nigdy nie częstujemy dorosłego negatywną oceną, gdyż to może w ułamku sekundy zniszczyć z trudem wypracowane poczucie pewności językowej. Takie „oswojenie” dorosłego trwa kilka lub kilkanaście godzin. Dlatego nauka indywidualna jest tak skuteczna – jesteśmy sami z nauczycielem, nikt nie przygląda się nam, kiedy dukamy słówko za słówkiem, zdanie za zdaniem. Nie możemy się skompromitować.

Drugą, ogromną zaletą zajęć indywidualnych jest możliwość natychmiastowego zareagowania na potrzeby klienta. Mam na myśli zarówno spełnianie takich próśb jak „proszę mi powiedzieć jak będzie po angielsku…”, jak również całkowitą i radykalną zmianę strategii nauki. Zdarzały się już przecież takie sytuacje, że uczeń przygotowujący się do egzaminu CAE decydował się jednak na zdawanie IELTS. Taką zmianę mogę wdrożyć w przeciągu jednego dnia, ale wyobraźcie sobie, jak zareagowałaby by grupa, gdyby jeden z uczestników zaproponował „A może przygotowujmy się do matury rozszerzonej, a nie podstawowej?”

Trzecia zaleta zajęć indywidualnych to po prostu bardzo dobry kontakt ucznia i nauczyciela. Wielokrotnie zdarza się tak, że uczniowie przychodzą na lekcje zmęczeni, albo mają problem. Można wtedy porozmawiać, coś doradzić, pozwolić spuścić parę, albo powygłupiać się. Wystarczy kilkanaście spotkań, aby uczeń i nauczyciel wyczuli się nawzajem i nabrali do siebie zaufania. Nauczycielowi taka sytuacja pozwala na bezwstydne „podkręcanie” ucznia zdolnego oraz na powolną, pracowitą dłubaninę z uczniem słabszym. W przypadku dzieci i młodzieży nauczyciel może stać się też swego rodzaju „guru”; kto powiedział, że na angielskim nie można pogadać o książkach, filmach, sportach, wyjazdach itp? Ja zawsze lubię wiedzieć, jakiego hobby mają moi uczniowie i co ich kręci. To bardzo ułatwia współpracę, gdyż wspólne zainteresowania i hobby zbliżają.
  
A co z samym angielskim? Po dwudziestu pięciu latach uczenia „jeden na jeden” mogę powiedzieć, że w stosunku do zajęć grupowych w tym samym czasie można nauczyć się… cztery razy więcej. Dlaczego? Po pierwsze, uczeń nie może „chować się” w tłumie. Nawet w niewielkiej grupie ciężar zawsze spoczywa na jednej czy dwóch osobach, a w większych klasach można bezkarnie obijać się tydzień po tygodniu. Jak bowiem nauczyciel ma dotrzeć do dziecka w klasie liczącej 32 osoby? Na zajęciach indywidualnych nie ma po prostu takiej możliwości – jeśli nauczyciel jest piłą, uczeń pracuje przez 100% czasu. Ponieważ nauczyciel nie musi dzielić uwagi między kilku(nastu) uczniów, może natychmiast zareagować, kiedy w wiedzy ucznia pokazuje się luka. Pojawił się problem z Past Perfect? No to pouczymy się go przez pół godziny i już będzie łatwiej. Prościej też wyegzekwować zadania domowe: uczeń musi się solidnie przygotować, gdyż będzie z zadań bezlitośnie rozliczony.

W przypadku zajęć indywidualnych można podnieść zarzut monotonii. Ten sam uczeń, ten sam nauczyciel, przecież można sobie w łeb palnąć. Owszem, niekiedy tak jest. W przypadku zajęć 1-2-1 ważna jest chemia. Jeśli się rozumiemy i lubimy, wówczas takie zajęcia można ciągnąć latami i nikt nie będzie zmęczony. Niekiedy chemia po prostu nie działa: zdarzało się i tak, że po 10 minutach rozmowy wiedziałem, że klient nie zdecyduje się na lekcja. A ja oddychałem z ulgą, gdyż wiedziałem, że męczylibyśmy się niemożebnie. Czasami warto po prostu odpuścić.

Monotonia podobno dotyczy również samego języka angielskiego. Czy aby naprawdę? Obecnie mamy dostęp do wielu podręczników, nagrań oraz internetu. Można zetknąć się z różnymi akcentami oraz sposobami mówienia. Natomiast argument „gadasz tylko z jedną osobą” uważam za bzdurny. Lepiej rozmawiać na angielskim z wyedukowanym nauczycielem, którego angielski jest dobry, czy z kursantką, która kaleczy wszystko niemiłosiernie? Owszem, grupa może osiągnąć pewną synergię, kursanci mogą się wspierać i choćby podpowiadać sobie sposoby nauki, jednak często trzeba włożyć wiele wysiłku, aby wygasić w nich chęć mówienia po polsku na zajęciach. Jednak zdarzyć się może tak, że część grupy będzie bardziej zainteresowana celem towarzyskim, albo jedna osoba zdominuje zajęcia. Jeśli masz lekcje indywidualne to prostu uczysz się angielskiego od osoby, która zna ten język o wiele lepiej od ciebie. Odczuwasz monotonię? Zmień nauczyciela.

Niewątpliwie drażliwą kwestią jest cena zajęć indywidualnych z angielskiego. Pełna godzina (60 minut)  kosztuje kilkadziesiąt złotych, a taki wydatek bywa sporym obciążeniem dla domowego budżetu. Tu musimy sami zdecydować, jakie mamy możliwości finansowe. W przypadku kłopotów finansowych lekcje można zawsze zawiesić na pewien czas, a korepetytorzy są bardzo elastyczni.

Na koniec kilka praktycznych uwag dla uczniów i dla nauczycieli.

Jeśli chcesz uczyć się indywidualnie angielskiego
1. Kiedy szukasz nauczyciela, popytaj wśród znajomych. Na pewno dostaniesz namiary na kilku anglistów, a będą to osoby sprawdzone. Jeśli ktoś poleca ci nauczyciela angielskiego, bo sam jest zadowolony, istnieje duża szansa, że trafisz w dobre ręce.
2. Zajęcia „jeden na jeden” oznaczają dokładnie to – uczysz się sam. Przemyśl dobrze, czy chcesz chodzić na lekcje z kolegą lub koleżanką, gdyż wcześniej czy później ktoś zacznie być niezadowolony. Twój partner może się ustawicznie spóźniać i tracicie czas czekając na niego. Twój partner może być nieprzygotowany, albo będzie osobą dominującą.
3. Uważaj na nauczyciela-gadułę. To ty płacisz za lekcje, więc nauczyciel ma robić to, co ty sobie życzysz, a nie przegadywać zajęcia. Jeśli czujesz, że niewiele wynosisz z zajęć, powiedz o tym albo zrezygnuj.
4. Jeśli bardziej niż angielski interesuje cię aspekt towarzyski, zapisz się na kurs. Tam poznasz ludzi, będziesz w grupie, wyrwiesz się z domu.


Jeśli chcesz uczyć angielskiego indywidualnie
1. Ustal jedną stawkę dla wszystkich. Różnicowanie ceny zajęć w zależności od poziomu czy – nie daj boże – stopnia znajomości z klientem kończy się źle. Możesz pogubić się w płatnościach, a ludzie rozmawiają ze sobą i zaczną się kwasy, kiedy ktoś dowie się, że płaci więcej niż inny klient. Jedna stawka to ogromne ułatwienie.
2. Zastanów się, czy oferujesz lekcje z dojazdem do klienta. Pamiętaj, że musisz poświęcić czas na dojazd, a sam ruch uliczny może być nieprzewidywalny. Nie będziesz też miał ze sobą wszystkich materiałów, ponieważ nie da się być przygotowanym na każdą okazję.
3. Nie ucz par. Dlaczego? Bo to się nie sprawdza. Wcześniej czy później jedna osoba zrezygnuje, a druga będzie miała opory przed płaceniem podwójnej ceny. Jak rozplanujesz materiał, kiedy jedna osoba notorycznie nie chodzi?
4. Wymagaj od uczniów punktualności i pracowitości. Nikt nie będzie cię szanował za to, że jesteś fajny i miły. Będziesz szanowany, kiedy pokażesz, że znasz angielski i umiesz przykręcić śrubę.
5. Rodzicom wyjaśnij, że NIE odpowiadasz za bieżące oceny dziecka w szkole. Rodzice niekiedy myślą życzeniowo i zakładają, że po kilku godzinach korków dziecko nagle zacznie zbierać same piątki. Tak się nie stanie, gdyż nauka języka to sprawa systematycznego wysiłku, a efekty zaczynają się pojawiać po miesiącach. Poza tym nie odpowiadasz za to, że pani w szkole strzeliło do głowy zrobić kartkówkę. Nie odpowiadasz za to, że twój uczeń przy odpowiedzi zapomniał języka w gębie. Nie odpowiadasz za to, że nie przyniósł terminowo zadania.






„”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz